Nie ma ograniczeń w dostawach gazu dla żadnej grupy odbiorców, także dla przemysłu - uspokaja minister gospodarki Waldemar Pawlak. Dodał, że rząd przyjął rozporządzenie ws. możliwości ograniczania dostaw gazu dla przemysłu, by elastycznie zareagować w przypadku konieczności oszczędzania tego surowca.
Przyjęte rozporządzenie - jak zapewnił Pawlak - nie powoduje żadnych bezpośrednich skutków dla ludności. - Przyjęcie rozporządzenia oznacza możliwość elastycznego reagowania w przypadku gwałtownych zmian w dostawach, czy w sytuacji, która by wskazywała, że ten kryzys się przedłuża i będzie konieczne oszczędzanie zużycia gazu, szczególnie przez instalacje przemysłowe - powiedział wicepremier.
Wicepremier uściślił, że możliwość ograniczeń dotyczy przedsiębiorstw, które zużywają ponad 417 mln m sześć. na 1 godzinę.
PGNiG rozmawia z Gazpromem
Pawlak poinformował, że PGNiG prowadzi konsultacje z Gazpromem, aby pobór gazu z rurociągu jamalskiego można było zwiększyć o ubytek na przejściu z Ukrainą w Drozdowiczach. Zapewnił, że obecnie system pracuje stabilnie. Natomiast na wejściu z Ukrainą w Drozdowiczach dostawy zostały zredukowane do "minimalnego technicznie możliwego poziomu".
Dodał, że większa część przesyłu idzie poprzez rurociągi na terenie Białorusi przez Wysokoje. - Odbieramy część gazu z rurociągu jamalskiego - powiedział.
O 7 mln metrów sześciennych mniej
Przez ostatnią dobę przepływ gazu przez punkt w Drozdowiczach na granicy z Ukrainą zmniejszył się o 7 mln metrów sześciennych - informuje TVN24 rzecznik PGNiG Joanna Zakrzewska - Zamówienia kontraktowe wykonywane są w tym punkcie zaledwie w 15 procentach - dodaje Zakrzewska i jednocześnie tłumaczy, że Drozdowicze wciąż transferują 2 mln metrów sześciennych surowca.
Jak podaje PGNiG, każdego dnia zwykle importujemy ok. 34 mln metrów sześciennych gazu. - W tej chwili otrzymujemy o 7 mln metrów sześciennych mniej - tłumaczy rzecznik PGNiG.
Gaz płynie przez Białoruś
- Gaz do Polski płynie w tej chwili głównie przez Białoruś - powiedział wcześniej w rozmowie z TVN24 wiceminister gospodarki Adam Szejnfeld. Nie chciał jednak zdradzić o ile zostały zmniejszone dostawy gazu. - Sytuacja jest poważna, jednak kontrolujemy ją. Zachowajmy spokój - kilkakrotnie powtarzał wiceszef resortu gospodarki.
Później w wypowiedzi dla PAP wiceminister ujawnił, że suma dostaw gazu z obu punktów odbiorczych - na granicy z Białorusią i Ukrainą - jest już niższa od polskiego zapotrzebowania, co wymaga pobierania gazu z zapasów w magazynach. Jak zaznaczył, gaz pobierany jest wyłącznie z handlowych zapasów spółek, a nie ze strategicznych zapasów państwowych.
Dostawy przez Wysokoje (punkt odbiorczy gazu na granicy z Białorusią - red.) są realizowane w pełnej wysokości 650 tys. m sześć na dobę - powiedział Szejnfeld. Taka wielkość oznacza, że skończyła się dalsza możliwość zwiększania dostaw przez ten punkt. - Wysokoje pracuje praktycznie na maksymalnej wydajności - dodał Szejnfeld.
Żródło:
http://www.tvn24.pl/-1,1580229,0,1,polska-siega-do-rezerw,wiadomosc.html
Autor:
eq/sk